Jeżeli takie dźwięki są grane w polskim piekle to ja chcę zamieszkać tam na stałe. Pełzające po podłodze basy, przestrzenne eteryczne dźwięki, tworzą dziwny, czasem niemal przerażający klimat. Taką muzyczną ucztę zaserwował nam Echoes Of Yul ze swoim debiutanckim projektem o tej samej nazwie.
Dwóch polskich twórców zostało wielokrotnie docenianych zarówno przez rodaków jak i poza granicami naszego kraju. Niezwykle wciągająca opowieść zrobiona jest w konwencji filmowych soundtracków. Osobiście przypomina mi to psychodeliczny horror rozgrywający się w zamglony lesie o wieczornej porze.
Projekt rozpoczyna się od dość spokojnego klimatycznego utworu "Midget", który jest rozpoczęciem całej historii. To chyba jedyny lekki fragment na tej płycie. Potem jest ciężej, mroczniej i brutalniej. Emocje dostarczane są nam przez 76 minut, wyprawa jest ciężka, ale już w trakcie trzeciego utworu zatytułowanego "Clear" wpadłam w zachwyt, że taka perełka urodziła się w Polsce. Wszystko jest delikatnie splecione elektroniką, w niektórych momentach przypomina mi o projekcie Greymachine.
Ostatni utwór "32 Everlasting Drifting" kończący wyprawę po piekielnych czeluściach jest najdłuższym kawałkiem na płycie, wpleciony został tam damski głos, który doskonale dodaje pikanterii całemu krążkowi o mrocznej tematyce. A jak powszechnie wiadomo to co zakazane bardziej nas kusi.
Z niecierpliwością czekam na następny, mam nadzieje, że podobnie frapujący projekt tej grupy.
sweetheart.
niedziela, 9 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
"psychodeliczny horror " idealny opis tego gatunku uderza mocno w kore mózgową :P i ma swietne wibracje
OdpowiedzUsuńNowe dzieło EOY już jest - split z Guantanamo Party Program i Sun For Miles. Cudo...
OdpowiedzUsuń