Ulver, jeden z nielicznych zespołów, które wraz z wydaniem nowego albumu zaskakują zupełnie odmiennym stylem.
Pokazują tym samym, że są artystami wszechstronnymi, krok tej grupy każe poznawać ją na nowo, twórczość nie posiada żanych powiązań z przeszłością, a kreatywność jest godna pozazdroszczenia. Nie zamykają się w jednym stylu, a zatem niełatwo zostać fanem zespołu Ulver.
Płyta Perdition City rozdzieliła silną grupe fanów zespołu. Opinie są bardzo podzielone, niektórzy twierdzą, że jest to najgorszy album zespołu, niewypał, inni uważają, że ta płyta to przełom i porażająca oryginalność. Jeżeli ktoś lubi poszukiwanie muzycznych abstrakcji i dźwięków, które pojawiają się w jego głowie gdzieś daleko w głębi nie jest w stanie ich zdefiniować ta płyta wywoła w nim fascynacje zespołem Ulver. Ambientowe tło i wszechobecne subtelne wprowadzenie elektronicznych brzmień sprawiają, że niektóre kawałki nadają się na soundtrack do mrocznego filmu, którego tematem może być zagłada świata. Słuchanie albumu przenosi nas w wędrównkę po ulicach mrocznego miasta. Nie wiesz jednak gdzie dokładnie jesteś, dokąd idziesz, oraz nie widzisz dokładnie ulic ani budynków. Posługujesz się jedynie zmysłami. Możesz czuć i wyobrażać sobie noc, mokre ulice, żebraków na rogu, prostytutki, pary idące do kina, światło neonów, samochody oraz metra jadące w różnych kierunkach , długie drogi i ciemne zaułki. To wszytsko powstało w głowach autorów jednak doskonale zostało zilustrowane za pomocą dźwięków. Słuchając tego albumu mam skojarzenia z chłodem, melancholią, pasją, delikatnością i poezją. Idealny stan do słuchania albumu to słuchawki + ciemność. Idealny stan, aby uchwycić klimat miasta i zajrzeć do własnej duszy, własnego miasta.
Bardzo zachęcam do obejrzenia, film jest fantastycznie zrobiony.
sweetheart.
wtorek, 20 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz